Fryzja w Holandii – co warto zobaczyć?
Zaledwie 1000 km od Polski znajduje się kraina, w której można poczuć się jak w bajce. Fryzja to architektoniczny Disneyland – pełen przepięknych domków nad kanałami, otoczonych hortensjami i malwami. Uliczki miasteczek wyglądają tutaj jak nowoczesny, zadbany skansen – wszystko w stylu kojącym nasze oczy po polskiej pstrokaciźnie bez ładu.
Domki i gospodarstwa otoczone rozległymi pastwiskami między kanałami są pełne owiec, krów i koni – w tym fryzyjskich.
A to wszystko najwygodniej zwiedzać z perspektywy dwóch kółek – infrastruktura rowerowa jest tu na najwyższym poziomie. Szerokie, asfaltowe, bezkolizyjne ścieżki to podstawa tutejszego funkcjonowania.
Poniżej opisałam nasz tydzień spędzony Holandii – we Fryzji i sąsiadujących prowincjach.
Dzień 1 – wycieczka rowerowa Koudum – Hindeloope – Workum i zachod słońca w Zwarte Haan nad Morzem Wattowym
Pierwszego dnia wybraliśmy się na ponad 30 km pętlę między południowofryzyjskimi miasteczkami – rozpoczynając od Koudum w kierunku nadmorskiego Hindeloope aż do Workum. Początkowo trasa szła dość wolno, ponieważ z zachwytu zatrzymywaliśmy się co chwilę. Domki jak z piernika, dosłownie jak piękne pralinki – bez żadnych wyjątków wprawiały nas w zachwyt. Szczególnie malownicze są miejsca z kanałami i zaparkowanymi łódkami przed domkami – takich jest mnóstwo. Każde z 3 miasteczek, które odwiedziliśmy było przepiękne i bajkowe.
Wieczorem po sprawdzeniu pływów wybraliśmy się na Zwarte Zaan na odpływ Morza Wattowego – szczególnego miejsca przyrodniczego wpisanego na listę UNESCO. Widoki z wału zachwyciły nas. Ogromne połacie odsłoniętego dna morza podświetlone cieplutkim światem zachodu – cudnie!
Przy wejściu na wał znajduje się pomnik pracowników błotnych z opisaną historią poświęcenia ludzi, którzy wieki temu wykonali tytaniczną pracę by uzyskać dodatkowe połacie lądu z morza poprzez wykopywanie błota i nadbudowywanie lądu.





Dzień 2 – Zaandam i wiatraki Zaandam Sachs
Choć nie planowaliśmy wycieczki do Amsterdamu, to jednak TikToki skusiły nas by wybrać się w okolicę stolicy Holandii. Chodzi dokładniej o miasto Zaandam i jego nietuzinkową architekturę wokół ratusza. System kładek nad kanałami wraz z oryginalną zabudowa sprawiają, że można się tam poczuć jak w krainie Lego.
Po zobaczeniu tego miejsca wybraliśmy się dalej w stronę portu ze zwodzonymi mostami i śluzami.
Na koniec dnia odwiedziliśmy kultowe miejsce Zaandam Zachs – przespacerowaliśmy się wzdłuż zabytkowych zabudowań i głównych bohaterów – wiatraków. Mimo dużej ilości turystów uznaliśmy, że miejsce było zdecydowanie warte odwiedzenia.








Dzień 3 – bajkowa wioska Giethoorn
Czy istnieje miasteczko, gdzie mieszkańcy prowadzą niepisany konkurs na największe i najpiękniejsze hortensje, nikt nie sadzi tuj, a auta nie mają wstępu, bo ruch odbywa się chodnikami lub kanałami? Tak i jest to bajkowe miasteczko Giethoorn! Ze względu na swoje piękno cieszy się ono niezwykłą popularnością turystyczną, więc wybraliśmy się tam w dzień powszedni z samego rana – dało nam to pełen komfort i spokój w przemierzaniu kanałów łódką. Było jeszcze pusto i przez to jeszcze piękniej!
Wybraliśmy się na 2h samodzielną wycieczkę elektryczną łodzią motorową. Część trasy przebiegała między zachwycającymi domeczkami otoczonymi hortensjami, później wypłynęliśmy na jezioro, aż w końcu na kanał wśród pól i łąk.
Po zacumowaniu do przystani mieliśmy jeszcze niedosyt i przeszliśmy całe miasteczko wzdłuż kanałów i mostków. Wtedy właśnie zauważyliśmy jak dobrym wyborem było poranne wstawanie, żeby zdążyć na łódkę przed szczytem – po 12:00 na kanałach robiły się zatory łódek, co na pewno nie dawało takiej przyjemności z pokonywania szlaku, jaką my mieliśmy od rana.





Dzień 4 – Texel – Wyspa Fryzyjska na rowerach
W trakcie naszej fryzyjskiej wyprawy zależało nam także na odwiedzeniu Wysp Fryzyjskich. Ze względu na logistykę padło na Texel – mimo że nie należy administracyjnie do Fryzji i nie jest najbliżej, to dojazd samochodem i promem wypadał najkorzystniej czasowo i cenowo. Wyspa Texel to raj dla rowerzystów i plażowiczów – postanowiliśmy sprawdzić się w obu tych rolach.
Ścieżki rowerowe nazywaliśmy żartobliwie autostradami dla rowerów- jechało się bardzo przyjemnie i komfortowo. Prawa rowerzystów są tutaj na pierwszym miejscu. Przejechaliśmy szlak przez Park Narodowy Wydm Texel do plaży koło centrum Ecomare.
Plaża nad Morzem Północnym była bardzo przyjemna – w stylu plaż bałtyckich jeśli chodzi o piasek, ale nie o okoliczny kicz.
Na koniec dnia przed promem powrotnym wybraliśmy się w piękne miejsce – to kolejny rezerwat przyrody: De Slufter, który w trakcie odpływu nabiera magii. Zrobiliśmy sobie tutaj ponad godzinny spacer szlakiem przez wrzosowiska i kwieciste łąki w stronę morza. Widoki były przepiękne – będąc na Texel koniecznie trzeba tam pojechać







Dzień 5 – spływ kajakiem od Balk do jeziora Wyldemerk i zawody w skokach przez kanały
Będąc w kraju słynącym z najciekawszych rozwiązań hydrotechnicznych, nie mogliśmy oprzeć się pokusie by pokonać je właśnie drogą wodną. Wybraliśmy kajaki i spokojną rzekę Luts na 5-kilometrowym odcinku od miasteczka Balk do jeziora Wyldemerk.
Początek trasy wiódł przez miasteczko, więc mieliśmy widok na piękne kamieniczki z innej perspektywy niż do tej pory. Minęliśmy też dwa zwodzone mosty, a później aż do końca trasy płynęliśmy otoczeni zielenią. Ze względu na bardzo spokojny nurt (a w zasadzie jego brak, jako że Luts jest bardziej kanałem niż rzeką), płynęliśmy kajakami w dwie strony (czyli łącznie 10 km), a w związku z tym nie było potrzeby transportu samochodem, jak to często bywa w Polsce na spływach.



Na wieczór tego dnia mieliśmy zaplanowana bardzo nietypową atrakcję: zawody lokalnej, tradycyjnej dyscypliny sportowej jaką jest skakanie przez kanały na specjalnej tyczce. Sport ten nazywa się fjerljeppen, a zawody pierwszej ligi odbywały się w malutkiej miejscowości It Heidenskip. Wokół specjalnego basenu do skoków zebrała się lokalna społeczność, a my wraz z nimi daliśmy się ponieść emocjom. Skoki wyglądają spektakularnie, a dodatkowym języczkiem uwagi jest fakt, że nie wszystkie są udane i zawodnicy wpadają do wody. Atmosfera lokalnych fryzyjskich zawodów była wspaniała – wszystkim polecam to doświadczenie.

Dzień 6 – trasa rowerem Koudum- Molkwerum – Stavoren – Warns – Hemelum – Koudum
Kolejnego dnia postanowiliśmy skorzystać z holenderskich rowerowych autostrad biegnących przez przepiękne miasteczka i pola pełnych zwierząt. Pokonaliśmy około 25 km a nawet na tak niedużym dystansie trasa była bardzo zróżnicowana – po drodze:
- przejechaliśmy przez 5 urokliwych miasteczek,
- jechaliśmy wzdłuż polderu z sporym stadem owiec na wolnym wybiegu,
- szusowaliśmy między dwoma jeziorami,
- leżeliśmy na plaży,
- spotkaliśmy zwodzone mosty,
- podziwialiśmy konie fryzyjskie
- obserwowaliśmy wiele żaglówek.
Trasy rowerowe w Holandii są doskonałej jakości – szerokie, oddzielone od dróg samochodowych lub biegnące zupełnie na uboczu, dobrze oznaczone i … zupełnie płaskie. To prawdziwa przyjemność móc korzystać z tej infrastruktury bez żadnych stresów.



Dzień 7 – spacerem w stolicy Fryzji – Leeuwarden
Ostatni dzień spędziliśmy w stolicy Fryzji, czyli w Leeuwarden. Spacerem zajęło nam to kilka godzin by obejść najciekawsze atrakcje takie jak:
- krzywa wieża Oldehove z punktem widokowym na szczycie,
- uliczka handlowa z lokalnymi produktami – Kleine Kerkstratt,
- byłe więzienie Blokhuispoort, zamienione w centrum kultury i biznesu – spora osobliwość warta odwiedzenia – można zajrzeć do cel!
- oraz uliczki starego miasta, w których można znaleźć niezwykłe mini-scenki z figurek rozlokowanych na gzymsach i w cegłach.
- Dodatkowo polecamy pyszne fish&chips w punkcie Fish to Go – można tam także zjeść tradycyjnego śledzia z cebulką lub w bułce, a także wyborna kawę i wypieki w Fer Koffie.


















Dodaj komentarz