Altes Land – niezwykła kraina na północy Niemiec

Po tygodniu sielankowego pobytu w Holandii, a dokładnie we Fryzji, kontynuowaliśmy podróż tym razem po regionie Altes Land w północnych Niemczech. Mieliśmy nieco obaw, czy po takiej idylli w Holandii kolejne miejsce będzie w stanie nas zachwycić. Na szczęście niepotrzebnie się martwiliśmy, bo Altes Land, czyli największa obszar sądowniczy w Niemczech miał wiele do zaoferowania i nie omieszkaliśmy skorzystać.

Dzień 1 – wycieczka rowerowa z Jorku do Cranz i wieczór w Buxtehude

Pierwszego dnia wybraliśmy się na wycieczkę rowerową  z Jorku (niepisanej stolicy regionu) w stronę Cranz nad Łabą. Pierwszy odcinek drogi prowadził przez miasteczka pełne charakterystycznych domów szachulcowych. Dalej wkroczyliśmy w strefy sadów owocowych, by w końcu dotrzeć do punktu widokowego nad Łabą, z którego można obserwować wielkie kontenerowce i inne jednostki wpływające do portu w Hamburgu. 

Kolejny odcinek trasy wiódł wzdłuż Łaby. Po kilku kilometrach odbiliśmy w stronę „domowej” kawiarni przy jednym z sadów. Mowa o Café Harmshof, gdzie serwowano pyszne, domowe ciasta z lokalnych owoców i zaskakująco dobrą kawę (jak na niemieckie warunki). Uroku dodawała aranżacja – stoły były ustawione w sadzie, co tworzyło wyjątkowo sielski klimat. W Altes Land jest więcej takich kawiarni – koniecznie trzeba którąś odwiedzić. 

Wieczorem tego samego dnia wybraliśmy się do malowniczego miasteczka Buxtehude. Bardzo spodobała nam się zabytkowa zabudowa starego miasta – cieszyliśmy się, że znaleźliśmy jeszcze siły, by po całym aktywnym dniu zwiedzić jeszcze to miasteczko. Polecamy pyszne lody w Caffè Creme Solemio.

Domy szachulcowe w Jork
Ścieżki wiodące przez sady
Zabytkowe zabudowania w Jork
Piękna rzecz – kawiarnie w sadach
Pyszności na bazie lokalnych owoców. Jeszcze ciepłe ciasta – nie ma nic lepszego niż taki przystanek na wycieczce rowerowej
Dekoracja w kawiarni ogrodowej
Piękno asymetrii tworzy klimatyczną całość
Altes Land to kraina owoców – z każdej strony otaczają gigantyczne sady
Piękne wzornictwo na fasadach budynków w Buxtehude

Dzień 2 – wycieczka do Hamburga

W lekko deszczową niedzielę wybraliśmy się do Hamburga, żeby zwiedzić słynną zabytkową dzielnicę wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO, czyli Speicherstadt – Dzielnicę Spichlerzy. Dzielnica ta składa się z charakterystycznych ceglanych budynków, niegdyś stanowiących magazyny portowe. Budynki te są poprzecinane siecią kanałów i oczywiście połączone systemem mostów. Bardzo spodobały nam się te industrialne widoki. Zwiedzanie zaczęliśmy od bezpłatnej wizyty na tarasie widokowym w Elbphilharmonie, skąd roztacza się widok na Łabę i port. Potem krążyliśmy między magazynami w kierunku najsłynniejszego punktu widokowego – Poggenmühlenbrücke. 

W ciągu dnia zatrzymaliśmy się na pyszną kawę i przekąskę w kawiarni Nord Coast Coffee Roastery nad kanałemW trakcie postoju stwierdziliśmy, że spróbujemy odwiedzić pobliskie muzeum Miniatur Wunderland z największą makietą kolejki na świecie (długość torów około  16,5 km!). Jednak mogliśmy zapomnieć o biletach na dany dzień, a nawet na kolejny tydzień. Cóż, nic dziwnego, skoro to jedna z największych atrakcji Hamburga – obeszliśmy się smakiem, mamy naukę na przyszłość oraz powód do powrotu do tego miasta

Jeden z najbardziej charakterystycznych punktów widokowych w Dzielnicy Spichrzów
Widok z Opery na port
Dzielnica Spichrzów z charakterystycznymi zabudowaniami
Wiele dowodów miłości na wszelkich mostach
Opera w Hamburgu z tarasem widokowym na port

Dzień 3 – park rozrywki Heide Park

Kraina zabawy i adrenaliny, czyli Heide-Park w Soltau, znajduje się około godzinę drogi od Altes Land. To największy park rozrywki w północnych Niemczech i ma dość długą historią – powstał pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku. Celowo wybraliśmy dzień powszedni zamiast weekendu i nieco chłodniejszą pogodę, chcąc uniknąć największych tłumów. Strategia okazała się bardzo dobra. Będąc w Heide-Parku w wakacyjny poniedziałek zdążyliśmy skorzystać ze wszystkich atrakcji, które zaplanowaliśmy, a z niektórych przejazdów nawet kilkakrotnie. 

Bilety wstępu oraz opłatę za parking kupiliśmy wcześniej przez internet. Pobraliśmy aplikację Heide-Parku, by zaplanować sobie, które rollercoastery najbardziej nas interesują. Okazało się, że nawet po przefiltrowaniu atrakcji według wzrostu do 120 cm jest ich naprawdę sporo i co więcej nie są to same spokojne przejazdy! Nasza 8-latka była zachwycona liczbą dostępnych dla niej atrakcji a także ich poziomem „hardkoru”. Z kategorii Family Rides szczególnie podobały nam się Big Loop (dwie pętle, podczas których jedzie się do góry nogami), Bobbahn i Mountain-Rafting. Z kolejek dla starszych najlepszy okazał się flagowy Colossos.

W trakcie 8-godzinnego pobytu w Heide-Parku skorzystaliśmy naprawdę z wielu atrakcji, ale też mieliśmy czas na odpoczynek i nabranie sił. Teren jest bardzo duży, więc polecam aplikację do nawigowania i planowania. My w ciągu dnia przeszliśmy ponad 14 km, więc wróciliśmy do domu wybawieni, ale też zmęczeni. 

Prawdziwy wild rafting
Scream – tylko dla najodważniejszych
Splash zone na kolejce Kraken
Moc atrakcji dla spragnionych szybkości i adrenaliny
Colossos – najwyższy w Europie drewniany rollercoaster. Tylko dla odważnych

Dzień 4 – wyprawa na odpływ nad Morze Wattowe

Morze Wattowe było na naszej liście „koniecznie zobaczyć” już od dłuższego czasu. To wyjątkowy obszar bardzo płytkiego morza rozciągający się na terenie trzech państw – Danii, Niemiec i Holandii.O ile w Holandii mieliśmy okazję zobaczyć odpływ, o tyle nie trafiliśmy w miejsce, gdzie można by wejść na odsłonięte dno morza. Natomiast w Niemczech, w okolicy Cuxhaven Morze Wattowe ukazało nam się w całej krasie. Nic dziwnego, że obszar ten jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a jego wyjątkowy ekosystem objęty jest ochroną.

Przyjechaliśmy na miejsce w samym środku odpływu i zachwyciła nas możliwość spaceru w głąb morza. Ogromna odkryta powierzchnia dna morskiego skrywa wiele tajemnic. Na miejscu można wybrać się nawet na wycieczkę z przewodnikiem, wyprawę konną lub bryczką!

Szlak prowadzi aż na oddaloną aż o 10 km wyspę Neuwerk! Taką trasę trzeba bardzo dobrze zaplanować czasowo i dopasować czas przejścia do pływów. Nie zaleca się samodzielnie pokonywać tego szlaku – zdecydowanie należy korzystać z doświadczenia przewodników. W dno morza wbite są specjalne znaczniki wskazujące  kierunek, nazwaliśmy je „wiecheciami”. 

To niesamowite, że morze znika i pojawia się dwa razy dziennie, prezentując swoje dwa zupełnie inne oblicza w zależności od pory dnia

Bezkres
Szlak prowadzi aż do wyspy Neuwerk oddalonej o 10km
Końskie przejażdżki po dnie morza Wattowego.
Szlak pieszo-morski
Spacery po dnie morza przyciągają wiele osób
W drodze do Cuxhaven – jedyny w swoim rodzaju most w Osten

Dzień 5 – plażowanie nad Łabą

Kolejnego upalnego dnia wybraliśmy się w okolice Hamburga, by sprawdzić jak się okazuje nad Labą. Wybraliśmy rozległą, piaszczystą plażę w parku Waldpark Falkenstein przy kawiarni Café Lüküs. Z parkingu w parku przeszliśmy się około 20-minutowym spacerkiem przez wzgórze usiane luksusowymi willami z widokami na Łabę. 

To, co nas zaskoczyło najbardziej to duże pływy na rzece – przez kilka godzin poziom wody w Labie znacznie się zmienił – woda wdzierała się coraz dalej w plażę z każdą chwilą – różnica wynosiła kilkadziesiąt metrów. Różnica poziomu wody w Hamburgu podczas wysokości pływów na Labie wynosi między 3 a 4 metry! Miejsce na tej plaży było ciekawe do obserwowania dużego ruchu różnorodnych statków i wbrew pozorom bardzo ładne przyrodniczo, mimo bliskości portu i ogromnego miasta. 

Wyraźnie niski poziom wody
Plaża nad Łabą w trakcie przypływu – ostatecznie widoczne tu rośliny były całkowicie pod wodą
Zabawy wodno-błotne
Przekąska po plażowaniu – typowa bułka ze śledziem,

Dzień 6 – przypływ nad Morzem Wattowym

Chcąc uciec przed upałem, ponownie wybraliśmy się na wybrzeże Morza Wattowego do Cuxhaven. Tym razem chcieliśmy oglądać przypływ. 

Po opłaceniu wejścia na plażę, rozlokowaliśmy się blisko potencjalnej granicy z wodą. Muszę przyznać, że byliśmy nieco zaskoczeni jej poziomem – tego dnia około 11 nadal nie było możliwości kąpieli przy brzegu, a w zamian można było się przespacerować dnem morza. Uzbroiliśmy się w cierpliwość i czekaliśmy na przypływ. Jednak jakież było nasze zdumienie, gdy w pewnym momencie po prostu przyszła fala i wody dość szybko przybywało. Spodziewaliśmy się powolnego procesu nachodzenia wody centymetr po centymetrze, więc byliśmy bardzo zaskoczeni  w jakim tempie przyszła fala. Super zjawisko do obserwowania! 

Z plaży można obserwować wejście kontenerowców na Łabie w stronę portu w Hamburgu. Z tej perspektywy wygląda to, jakby gigantyczne statki sunęły po mieliźnie.

Charakterystyczne kosze na niemieckich plażac

Dzień 7 – zamek w Schwerin jak z bajki Disneya

Ostatniego dnia naszych wakacji w drodze powrotnej postanowiliśmy zatrzymać się jeszcze jednym miejscu mianowicie w zamku w Schwerinie, który znajduje się już w innym landzie, czyli: Meklemburgia Pomorze Przednie. Można powiedzieć, że zamek w Schwerinie jest mniej znanym kuzynem szlagierowego, folderowego zamku na południu  Niemiec Neuschwanstein. 

Nie mieliśmy dużo czasu więc postanowiliśmy obejść przepiękny park wokół zamku oraz okrążyć budowlę bez zwiedzania w środku. Zamek wyglądał bajkowo, jak z filmu Disneya, a największe wrażenie zrobiła na nas zamkowa oranżeria oraz widok na jezioro. Zamek leży na małej wyspie na jeziorze, a prowadzą do niego dwa mosty.

Wskazówki praktyczne: wejście na teren zielony wokół zamku jest bezpłatne, a przy zamku znajduje się spory parking (płatny).

Widok panoramiczny z przyległego do zamku parku
Zachwycająca oranżeria
Bogate zdobienia i pełen rozmach


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *