Fuerteventura – co warto zobaczyć?
Fuerteventura to wyspa wiatru, słońca i pięknych, różnorodnych plaż. Dominuje tu krajobraz wulkaniczny, pełen surowych gór i skał. Zdecydowaliśmy się odwiedzić tę wyspę w ostatni tydzień stycznia, czyli najzimniejszy miesiąc roku na Fuerteventurze, jednak dla nas klimat nadal był iście letni ze względu na temepratuy oscylujące w okolicach 20 stopni. To byla cudowna odmiana od szarej palety barw podczas polskiej zimy!
Na Fuerteventurze spędziliśmy tydzień i przez cały czas mieliśmy wynajęte auto, co najlepiej pozwoliło nam na poznanie wyspy. Oto jak zaplanowaliśmy swoje wycieczki:



Dzień 1: Wydmy Corralejo oraz wulkan Hondo.
Pierwszego dnia pobytu na Fuerteventurze postanowiliśmy skorzystać z bezwietrznej pogody i wybrać się do Parku Przyrody Corralejo, wyjątkowego terenu wydmowego, który ciągnie się ponad 10 km pasem wzdłuż północno-zachodniego brzegu wyspy. Przez cały park ciągnie się droga, wzdłuż której można parkować – pozwala to na odkrywanie różnych fragmentów tego wybrzeża. Niektóre odcinki mają znacznie szerszy pas wydmy i są bardziej pofalowane, co daje potencjał na pustynny spacer. Z kolei z innych miejsc, gdzie wydmy nie są tak rozległe, w bardzo krótkim czasie można dojść do wybrzeża. Warto zajrzeć w kilka miejsc po drodze by w pełni podziwiać ten piękny teren i odkryć swoje ulubione miejsce.
Popołudniu zmieniliśmy otoczenie i wybraliśmy się w skaliste wnętrze wyspy na szlak do krateru wulkanu Hondo. Oficjalny parking i start szlaku znajduje się na północnym krańcu miasteczka Lajares przy drodze Camina de Calderon. Na wulkan można wejść także od innej strony, natomiast wiąże się to z przejazdem kamienistą drogą w środku wyspy. Naszą wyprawę na szczyt (poza surowymi skalistymi widokami) umilały małe stworzonka, czyli wiewiórki. Mimo całej sympatii do ich słodkich pyszczków, oszczędźmy sobie złudzeń – są one wyrachowane i tylko czekają na karmienie. Przybywają całymi stadami, gdy zobaczą na horyzoncie turystów. Na Fuerteventurze spotkaliśmy kilka takich miejsc pełnych wiewiórek, które wcale nie są lubiane przez lokalsów. Wracając do samego szlaku – nie jest on zbyt długi i wymagający – spokojnie weszliśmy tam z dzieckiem. Widoki są przepiękne, a sam widok na krater robi wrażenie. Polecamy!








Dzień 2: Szlak Barranco de las Peñitas i wioska rybacka z czarną plażą i jaskiniami Ajuy
Drugi dzień zaczęliśmy od wędrówki kilkukilometrowym szlakiem Barranco de las Peñitas wzdłuż epizodycznej rzeki. Początkowy odcinek był nieco bardziej zielony i obfity (jak na Fuerteventurę) w roślinność. Im dalej, tym krajobraz stawał się bardziej surowy i skalisty. Po niedługiej wędrówce dotarliśmy do wąwozu, kamiennej tamy i kapliczki nad urwiskiem. Nie obyło się również bez bliskiego spotkania z odważnym stadem wiewiórek. Jeśli lubicie spacery to bardzo polecamy ten szlak na poznawanie wyspy z nieco innej perspektywy niż tylko ta nadmorska.
Gdy już byliśmy zmęczeni wędrówką, w drugiej części dnia wybraliśmy się do małej wioski rybackiej Ajuy. Na miejscu przed wjazdem do miejscowości jest spory parking, co oszczędziło nam męki parkowania. Sama wioska jest urokliwa, pełna historycznych domków oblepiających wybrzeże. Plaża choć niewielka, jest bardzo urokliwa ze względu na czarny kolor piasku. Tego dnia Ocean Atlantycki dał popis i pokazał swoją potęgę – woda była bardzo wzburzona. Można powiedzieć, że fale dawały prawdziwy spektakl. Z Ajuy wybraliśmy się szlakiem wzdłuż klifów w stronę jaskini – to była super przygoda z pięknymi widokami. Trasa jest krótka, a spektakularna – bardzo polecamy!







Dzień 3: Zoo i ogród botaniczny Oasis Wildlife i plaża De la Barca
Kolejnego dni wybraliśmy się na południe wyspy do zoo i parku botanicznego. Bilet do zoo obejmuje zwiedzanie obu części oraz udział w pokazach zwierząt np. fok. Dodatkowo można dokupić tzw. „Experience” z lemurami lub wielbłądami (a w sezonie letnim także inne). My zdecydowaliśmy się na lemury i w ostatecznym rozrachunku stwierdziliśmy, że ten budżet można było przeznaczyć na coś ciekawszego. Poza tym jak sama nazwa wskazuje zoo faktycznie jest oazą zieleni i można tu odetchnąć od skalistych i kanciastych krajobrazów wnętrza wyspy. Największe wrażenie w zoo zrobiły na mnie żyrafy, które można było karmić ze specjalnego podestu oraz przepiękny park gigantycznych kaktusów. Polecamy to zoo jako atrakcję dla rodzin z dziećmi, ale nie tylko!
Po wrażeniach z ZOO wybraliśmy się dalej w kierunku drugiego obszaru wydmowego na wyspie, czyli Wydm Jandia. Naszym punktem docelowym była plaża Playa de la Barca w trakcie odpływu. Spacer lagunami od „wyspy” do „wyspy” na plaży sprawił nam bardzo dużo frajdy. Dodatkową atrakcją było obserwowanie kitesurferów, którzy szaleli na wodzie. Region plaż półwyspu Jandii mamy na liście do zgłębienia przy potencjalnej kolejnej wyprawie na Fuerteventurę – zdecydowanie jest tam więcej do odkrycia.








Dzień 4: El Cotillo, latarnia morska de Toston i plaża popcornowa w Majanicho (i na koniec dnia zachód na wydmach Corralejo)
Czwartego dnia Fuerteventura pokazała nam swoje prawdziwe, wietrzne oblicze. Wybraliśmy się zatem do surferskiej wioski El Cotillo by obserwować fale z kryjówki na plaży. Potęga oceanu znów dała o sobie znać!
Następnie wybraliśmy się odwiedzić latarnię morską na północy wyspy – niestety nie było możliwości wejścia do środka, ale za to trafiliśmy na spektakl kitesurferów walczących z żywiołem.
Kolejnym punktem tego dnia była plaża popcornowa, jednak nie zdecydowaliśmy się na najczęściej wskazywane miejsce z występowaniem charakterystycznych kamyków na plaży, wyglądających właśnie jak popcorn, ale wybraliśmy bardziej alternatywne miejsce – tam gdzie drogą asfaltowa miała swój kres. Mowa o wiosce rybacko-surferskiej Majanicho. Polecam poczuć klimat tego miejsca – bardzo nietuzinkowy!
Wieczór ponownie spędziliśmy na wydmach Corralejo – z naszego miejsca noclegowego mieliśmy tam zaledwie 20 min drogi samochodem.











Dzień 5: Chowamy się przed wiatrem w skansenie w Alcogida i regionie Betancuria (wraz z punktami widokowymi po drodze)
Kolejnego dnia by schronić się przed wiatrem postanowiliśmy schować się w zabudowaniach skansenu – historycznych zabudowań z Fuerteventury w Acolgida Ecomuseum w miejscowości Tefia. Skansen rozciąga się po dwóch stronach szosy i składa z 7 domostw do obejrzenia również od wewnątrz. W niektórych budynkach można spotkać rzemieślników tworzących wyroby z gliny, liści palmy lub koronki. Na terenie skansenu mieszkają także osiołki, owieczki i wielbłąd. Muzeum jest bardzo klimatyczne, wyraźnie oddaje ducha historii – warto tu zajrzeć chociażby w drodze do Betancurii.
Betancuria to małe, górskie miasteczko, niegdyś będące stolicą Fuerteventury. Charakteryzuje się historyczną zabudową wraz z centralnym placem i kościołem. Osobiście spodziewałam się bardziej autentycznego klimatu tego miejsca – niestety zawładnęła nim komercja turystyczna i Betancurię zalały sklepiki z chińskimi pamiątkami i tłum ludzi.
To co warte jednak zobaczenia, to punkty widokowe na drodze do Betancurii i również kawałek dalej:
- Mirador de Morro Velosa – na ten punkt widokowy trzeba nieco zjechać z trasy, jednak warto wskrobać się na szczyt dla panoramicznych widoków. Niestety budynek na samej górze jest zamknięty, choć idealnie nadawałby się na kawiarnię
- Nieco niżej przy drodze znajduje się kolejny punkt widokowy z charakterystycznymi rzeźbami, czyli Mirador de Guise y Ayose
- Przy drodze już za Betancurią zatrzymaliśmy się także w punkcie Mirador del Risco de Las Peñas – tu najlepsze były wiewiórki, których była masa i oczywiście chętnie przychodziły z nadzieją na jakiś kąsek.
- Ostatni punkt, na który zmierzaliśmy tego dnia to Mirador Astronómico de Sicasumbre. Na ten punkt prowadzi niewielkie podejście z parkingu. Na szczycie jest miejsce, w którym można schronić się przed wiatrem i nocą obserwować gwiazdy.





Dzień 6: Puerta del Rosario i znowu wydmy Corralejo
Ostatniego dnia postanowiliśmy zajrzeć do stolicy wyspy, czyli Puerta del Rosario. Miasto słynie z murali – faktycznie trochę ich wypatrzyliśmy i w zasadzie to była tutaj największa atrakcja. Poza tym przy porcie jest dość ładna, ale mała, piaszczysta plaża, gdzie można wytchnąć od miejskiego zgiełku. Jakoś szczególnie nie polecam odwiedzin tego miasta.
Na naszej liście zostało jeszcze kilka punktów do odhaczenia, szczególnie południe wyspy zostało nieodkryte w tym słyna plaża Cofete – nie zdecydowaliśmy się na przejazd przez dzikie drogi prowadzące w to miejsce, ale kto wie – może kolejnym razem się uda.

Informacje praktyczne: gdzie spać? gdzie wynająć auto? jak dojechać?
- Nocleg wybraliśmy w północnej części wyspy w miasteczku Villaverde. Z tego miejsca mieliśmy 20 min do El Cotillo, wydm Corralejo oraz wulkanu Hondo. W nieco dlaszej odległości inne atrakcje – od 40 do 1,5h maksymalnie. Nie nastawialiśmy się na wiele atrakcji na samym południu wyspy. Poza tym miejsce jest na wyłączność z pięknym widokiem na wulkan oraz wybrzeże Lanzaroty (tak, tak! – innej Wyspy Kanaryjskiej) oraz zacisznym ogrodem i basenem, Link do naszego apartamentu: https://www.booking.com/hotel/es/loft-armony.pl.html
- Auto wynajęliśmy w AutoReisen – mieli najlepsze warunki i wszystko odbyło się bezproblemowo. Do popularnej wypożyczalni TopCar na lotnisku tworzyły się ogromne kolejki, których my nie doświadczylismy. Link: https://www.autoreisen.com/car-hire/fuerteventura/
- Na Fuerteventurę dolecieliśmy bezpośrednim lotem z Warszawy linią Wizzair. Lot trwał prawie 6h.













Dodaj komentarz